
Szosowe maratony kolarskie to dla amatorów dwóch kółek sprawdzian wypracowanej przed sezonem formy. A te, które odbywają się w górach to szczególny egzamin, bo wykazać się trzeba również umiejętnościami technicznymi, pozwalającymi skutecznie pokonywać wzniesienia i bezpiecznie zjeżdżać.
Na zjazdach amatorzy osiągają prędkości sięgające 70 km/h. Zawodowcy w Alpach czy Pirenejach rozpędzają się nawet do 100 km/h. Ale oni też nie mają monopolu na bezpieczeństwo, czego dowodem tragiczny wypadek belgijskiego kolarza Woutera Weylanda podczas tegorocznego Giro d`Italia.
Zimne kolarskie nóżki
Startując w maratonach i wyścigach nie ma jednak sensu skupiać się na ciemnych stronach ukochanej dyscypliny. Dlatego do Radkowa, choć nad Polską dopiero wykluwał się świt, wyruszaliśmy w pogodnych nastrojach. Wiele frajdy, rodem z czarnych komedii znajdowaliśmy szczególnie w obserwowaniu rosnącej temperatury powietrza, które w sobotę, 7 maja do godziny 7:30 zdążyło ogrzać się jedynie do jednej kreski powyżej zera.
Jakkolwiek pokonywanie podjazdów w takich warunkach sprawia, że wykonujące pracę mięśnie dostarczają energii wystarczającej na odczuwanie ciepła, to zjazdy wyziębiają organizm do tego stopnia, że dłonie przymarzają do kierownicy, utrudniając manewrowanie zarówno przerzutkami, jak i hamulcami. Twarz kostnieje, więc jeśli ktoś zdążył się uśmiechnąć na szczycie to do podnóża góry dojeżdża z rozpromienioną buzią. Jeśli nie, na kilka najbliższych godzin musi mu wystarczyć taki grymas na jaki się zdobył po pokonaniu wzniesienia.
Żarty żartami, ale jakoś trzeba się na rower ubrać, bo dochodzi 8:40, a więc godzina, na którą wyznaczono Szerszeniom start na trasę II Pętli Stołowogórskiej – Klasyka Radkowskiego. Kogo my tu mamy? Jest Stanisław Szopa, Mirosław Janiak, Wiesław Lasota, Roman Węglarski, Henryk Zięba, Zenon Janiak, Bogusław Zieliński, Marian Przybylski i Andrzej Witkowski. No i ja, Małgośka, znaczy się jedyna na starcie „łumenka” od Szerszeni.
Obficie nas obfotografowuje Krysia Saladra, która czeka na swoich, a więc Bike Family Team Prusice. Wystartują kilkanaście minut po nas, też w sporym składzie: Maciej Poprawski, Łukasz Saladra, Grzegorz Wysopal, Wojciech Kokoszka, Tomasz Saladra i Sylwia Saldra. Warto dodać, że kiedy my świetnie bawiliśmy się na trasie, Krysia ciężko pracowała biegając z aparatem. I to właśnie dzięki Krysi możemy dziś zilustrować ten tekst naprawdę fantastycznymi ujęciami.
Krótki to był zryw
Ruszamy! Machaniem żegna nas Basia Węglarska, która postanowiła odpuścić sobie start w Radkowie. Będzie czekała na nas z bidonami w Karłowie, a później na mecie. Takie wsparcie zdecydowanie podbudowuje morale drużyny.
Na początek, już po 20 metrach pokonujemy 12-procentowy podjazd, który szybko rozbił naszą grupkę na mocniejszych i słabszych. Zamykam tyły i już wiem, że w tym roku w Radkowie na pewno nie zmierzę się z dystansem 130 km. Połowa, a więc jedna pętla w zupełności wystarczy mi do szczęścia. Pluję sobie w brodę, że tak późno rozpoczęłam sezon. Ale nie czas teraz na rachunek kolarskiego sumienia. Trzeba mocno naciskać na pedały, kręcić korbami ile sił w nogach, wypełnionych rozgrzanym ołowiem i łapać oddech w płonące płuca.
Przez 12 km oboje z Mirkiem wciąż mamy na widoku jadących jakieś 100 metrów przed nami naszych. Ale już ich nie dogonimy. Jedziemy więc swoje, miarowo wspinając się na wzniesienia i z lekkim odcieniem brawury pokonując dość dziurawe zjazdy, pokryte znanym i u nas asfaltem typu „rodeo”. Niezbyt to rozsądne, ale „prawdziwy kolarz przecież «nie pali hamulców»” – myślę, kurczowo zaciskając jednak palce na manetkach i zwalniając przed każdą wyrwą w szosie. Nie jestem więc prawdziwym kolarzem, ale mniejsza o to, bo chcę na metę dowieźć nie tylko wszystkie plomby, ale i komplet kości.
No, popatrz, jak pięknie!
W tak pięknych okolicznościach przyrody niewybaczalnym grzechem byłoby jednak patrzenie wyłącznie na przednią oponkę. Słońce opromienia nam drogę i podnosi na duchu. A jeśli podnieść głowę znad kierownicy, oczom ukazuje się widok zapierający dech w piersi i tak łapiącej oddech z wielkim trudem podczas pokonywania wzniesień.
Wzdłuż szos ciągną się cudnej urody skałki Gór Stołowych, układające się w wymyślne kształty. Nie wiedziałam, że kamień może być aż tak plastyczny, a genialnym rzeźbiarzem, panującym nad tą trudną materią jest sama Matka Natura. I ta obfitość lasów, które kusząco pachną obietnicą przygody. Cienie drzew tańczyły w słońcu po czarnym asfalcie, a choreograficznego układu nie powstydziłby się sam Wacław Niżyński, genialny tancerz baletu Teatru Balszoj.
W Karłowie czekała nagroda za mozolną, liczącą 10 km rowerową wspinaczkę – widok na imponujący Szczeliniec Wielki, podany kolarzom jak na tacy. Monumentalny i dumny, spoglądał jednak na nasze poczynania dość dobrotliwie. Niejedno już widział i tacy śmiałkowie – jak się nam, zdobywającym szosy Gór Stołowych wydawało – nie robili na nim większego wrażenia.
Tak to można jechać! Ale meta dała mi oczekiwane przez niemal trzy godziny ukojenie. Panowie pomknęli zaliczyć jeszcze jedno kółeczko po górach, a Andrzej zdecydował się dołożyć i trzecie. Siedziałyśmy więc sobie z Basią w przydrożnym rowie, gawędząc, wystawiwszy uprzednio białe po zimie kończyny na działanie promieni słonecznych, emitujących szkodliwe promieniowanie UV. Niewielkie to dla nas, spoczywających beztrosko w sercu Gór Stołowych, nad urokliwym Zalewem Radkowskim miało jednak wówczas znaczenie.
Na mecie
Teraz to, na co wszyscy czekają. A więc jak nam poszło? Wśród Szerszeni najszybszy na dystansie 130 km okazał się Zenon Janiak, któremu czas 5 godzin 27 minut zapewnił 1. miejsce w swojej kategorii wiekowej. Roman Węglarski potrzebował 1 minuty więcej. Wiesław Lasota wpadł na metę z czasem 5 godzin i 34 minuty, a Stanisław Szopa 19 sekund po nim, z tą jednak różnicą, że w swojej kategorii wiekowej zajął 3 miejsce. Wyniki Mariana Przybylskiego, Henryka Zięby i Bogusława Zielińskiego, którym zmierzenie się z dwiema pętlami Klasyka Radkowskiego zajęło mniej więcej 5 godzin i 49 minut różniły się tylko setnymi sekund. Mirosław Janiak pokonał dystans 130 km w 6 godzin i 4 minuty.
Andrzej Witkowski 195 km pokonał w czasie 7 h 43 minuty i w swojej kategorii wiekowej uplasował się na 4. miejscu. Warto dodać, że ma w swojej grupie, z którą wytrwale rywalizuje, wyjątkowo silnych kolarzy. Ale, jak widać, dotrzymuje im koła, stale plasując się w czołówce.
Pisząca te słowa pokonała 65 km w 2 godziny i 57 minut, wygrywając rywalizację kobiet na dystansie mini, a tym samym również w swojej kategorii wiekowej zapewniając sobie 1. miejsce. Natomiast pretendujący do miana Szerszenia Bogusław Szumiło z Obornik Śląskich pokonał 130 km w czasie 6 godzin i 46 minut.
Znakomicie na trasie Klasyka Radkowskiego radzili sobie kolarze z Bike Family Team Prusice. Maciej Poprawski pokonał 130 km w czasie 6 godzin i 23 minuty. Łukasz Saladra z liczącą 65 km trasą mini poradził sobie w 2 godziny i 56 minut, Grzegorz Wysopal w 3 godziny i 7 minut, Wojciech Kokoszka w 3 godziny i 19 minut, a Tomasz Saladra w 3 godziny i 44 minuty.
Chłopaków z Prusic zawstydziła Sylwia Saldra, która przejechała dystans mini w czasie 3 godziny i 50 minut, co zapewniło jej 2. miejsce w swojej kategorii wiekowej. Oj, panowie, poprawcie się, bo wygląda na to, że kobieta Was bije! Choć pewnie czule i nie bez sympatii.
Przed kolarzami z powiatu trzebnickiego kolejne wyzwanie – rozgrywany 14 maja maraton rowerowy Gryfland w Gryficach. Wkrótce na stronie KocieGóry.eu zrelacjonujemy kolarskie poczynania Szerszeni i Bike Family na Zachodnim Pomorzu.
tekst: Małgorzata Pawlaczek
foto: Krystyna Saladra










2012
