
Podobnie jak Jan Jakub Należyty przy pisaniu sztuki Andropauza - męska rzecz, ja wybierając się na spektakl, nie posiadałem żadnych doświadczeń w temacie Klimakterium... i już czyli sztuki, na którą według słów z plakatu, Andropauza jest zdecydowaną odpowiedzią. Autor argumentował to tym, że chciał zrobić sztukę o męskiej menopauzie i celowo nie chciał jej obciążać "kobiecymi objawami" Elżbiety Jodłowskiej.
Ciekawe nie? No właśnie :) Ale może po kolei.
Autorka Klimakterium... i już pisze na stronie projektu:
Bohaterkami musicalu są cztery kobiety w wieku "menopauzalnym". Wszystkie mają problemy, z którymi muszą się uporać. Pragniemy pokazać, że klimakterium jest wpisane w życie kobiety - mają je bohaterki występujące na scenie, ale także kobiety siedzące na widowni - miały, mają albo będą je miały. Jest to czas dla kobiety trudny, co wcale nie znaczy, że beznadziejny. Ważna jest świadomość wspólnoty pewnych doświadczeń - kobiety siedzące na widowni dowiadują się, że ich dolegliwości nie są czymś wyjątkowym. Mimo iż menopauza dotyczy wszystkich kobiet, jest to temat wstydliwy, a co za tym idzie - starannie pomijany.
Poprzez spektakl pragniemy zilustrować, w sposób zrozumiały, przystępny i humorystyczny, jak rożnymi sposobami można sobie z tym radzić. Jedne bohaterki chcą się poddać zastępczej terapii hormonalnej, inne boją się jej i wybierają ziołolecznictwo, jeszcze inne idą w kierunku jogi lub ćwiczeń gimnastycznych.
Sztuka ma pokazywać owe różne zachowania, zawsze jednak w sposób humorystyczny - tym bardziej, że sam humor jest doskonałym lekarstwem (bez skutków ubocznych). Śmiejąc się łatwiej znosimy przeciwności losu.
Autor Andropauzy - męska rzecz odpowiada:
Gwałtowny spadek testosteronu, osteoporoza, zmęczenie, depresja, przyrost wagi, bóle pleców, bezsenność… Wymieniać dalej? Te straszne słowa można zamknąć w jednym, ale przerażającym: ANDROPAUZA.
Dla zabicia resztek nadziei wyjaśniamy: andropauza, to męska odmiana klimakterium. Kobieta w klimakterium, to osoba, której mężczyzna musi wybaczyć więcej. Andropauza, to stan, którego mężczyzna nie może wybaczyć sobie. Zwłaszcza, że kobiety i andropauzy mężczyzna nigdy nie zrozumie. A żyć trzeba!
Pięciu nieznajomych spotyka się w sanatorium. Pięć odmiennych osobowości, pięć charakterów i pięć życiorysów. I jeden wspólny wróg – doktór ZUS. (Zbieżność nazwisk przypadkowa?).
Andropauza – męska rzecz!
Jeszcze nie skończony mecz.
Jeszcze nie schodzimy z pola,
Jeszcze nie raz strzelisz gola!
Andropauza –męska rzecz!
Nikt nas nie odstawi na boczny peron
Jeszcze w nas buzuje testosteron.
Życie mamy proste jak korkociąg
Przeciąg nam nie straszny, ani pociąg
Pierwotnie byłem zły na siebie, że nie pojechałem do Wrocławia ze znajomymi, aby poznać "kobiece problemy" i dopiero z tym bagażem doświadczeń zmierzyć się z własną andropauzą. Ale w końcu zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę to średnio mnie to interesuje :) Przecież wybierając się na spektakl, idę dobrze się bawić, a nie porównywać i oceniać. I teraz rzecz najważniejsza. Ja nie musiałem nigdzie jechać, aby zobaczyć kawał dobrego aktorstwa, bo teatr przyjechał do mnie. Czyż to nie jest fantastyczna sprawa?
Jaka to oszczędność czasu w dzisiejszym zabieganym świecie, gdzie dwa etaty to już norma. Nie musiałem wybierać się w podróż życia, nie musiałem zwalniać się z pracy, czekać na rogatkach wielkiego Wrocławia w korkach i zabierać ze sobą kanapek. W mojej opinii idea wędrownego teatru jest genialna w swej prostocie i nie jest to nic odkrywczego. Wystarczyło tylko nie spać na lekcjach historii. Co ważniejsze, sam menadżer projektu przyznał mi, że szczególnie w małych miasteczkach i oddalonych od centrum gminach, idea ta jest prawdziwym hitem. Bilety zwykle rozchodzą się błyskawicznie i ci, którzy zbyt długo się zastanawiali, odchodzą z kwitkiem… Oczywiście zdarzają się wyjątki, znalazły się miejscowości, gdzie spektakle się nie odbyły.
Zastanawiało mnie, jak to będzie w Trzebnicy. Włodarze przyzwyczaili mieszkańców, że "wszystka kultura" jest za darmo. Poza tym występ wypadał 20 kwietnia czyli prawie w samym środku Wielkiego Tygodnia. Nie wszyscy w grodzie świętej Jadwigi uważają, że to dobry czas na śmiechy i radości… Wiele spotkanych przeze mnie osób z bólem mówiło, że gdyby to było tydzień później, to na pewno by byli.
Spektakl rozpoczął się punktualnie o 18.30. Sala wypełniona była w 4/5. Byli ludzie z Trzebnicy, Obornik, Milicza, Żmigrodu, a nawet z Wrocławia… trochę szkoda, że nie było kompletu… Bo na deskach TOK mogliśmy zobaczyć takich aktorów jak: Marek Siudym, Jacek Kawalec, Maciej Damięcki, Ryszard Kotys i Piotr Skarga (w podwójnej roli). Moim zdaniem kwintet przedni.
Aktorzy szybko nawiązali dobry kontakt z publicznością, co potwierdziły żywiołowe reakcje na widowni. Dowcip inteligentny, zabawny, trafne puenty, które niejednemu dały do myślenia. Zawiedzionych nie zaobserwowałem. Sam bawiłem się nieźle. Nic mi się nie dłużyło, nic nie przeszkadzało. Dwie godziny przeminęły nazbyt szybko. Zacząłem się już obawiać o siebie, bo jak to jeden z aktorów powiedział… w czasie andropauzy czas tak szybko przecieka przez palce, że nie warto nawet choinki po świętach rozbierać :)
Poza tym jest jeszcze jeden smaczek. Nigdy do końca nie wiadomo, kogo zobaczymy na scenie… No właśnie… Dlaczego było tylko pięciu aktorów, skoro z plakatu zerkało na mnie ich ośmiu? To kolejne pomysłowe posunięcie, dzięki któremu, każdy z aktorów, zna role kolegów i w razie komplikacji przedstawienie zawsze się odbędzie. Nigdy się Wam nie zdarzyło, że impreza na którą czekaliście miesiącami, z powodu choroby aktora się nie odbyła? To macie szczęście :)
Reasumując. Świetny pomysł na teatr, niezła sztuka, zacni aktorzy, dużo śmiechu i satysfakcja z wydanych złociszy…










2012
