
Wszystkie znaki na ziemi, niebie i w internecie zapowiadały piękną i słoneczną pogodę w urokliwym porcie na 275 kilometrze Odry. Niestety tradycji stało się zadość i już od wczesnych godzin rannych, pogoda była jeszcze gorsza niż w zeszłym roku i dwa lata temu… jednym słowem - kiepska. Powiem nawet więcej, 2 kwietnia 2011 pogoda była wyjątkowo kiepska. Jeszcze przed wyjazdem zadzwoniłem do portu, aby upewnić się, że impreza nie zostanie w ogóle odwołana. Nie jestem do końca pewny, jaką odpowiedź chciałem wtedy usłyszeć, bo co spojrzałem za okno, to przechodziły mnie ciarki na samą myśl otwarcia drzwi…
Jednak szef portu, Michał Jezierski, jak pierwszoligowy kapitan, przywrócił mi wiarę w siebie szorstkim, marynarskim tonem - Rozpoczęcie sezonu wodniackiego jest zaplanowane, więc będzie wykonane! Przy takiej sile perswazji, nie pozostało mi nic innego, jak położyć uszy po sobie, wsiąść do auta i płynąć wraz ze strugami deszczu w kierunku Portu Uraz. Na miejscu wszystko było już gotowe. Mokre, ale gotowe.
Mimo tego całego siąpania, odniosłem wrażenie, że ludzi i strażaków było jakoś więcej niż poprzednio. Trochę tak po marynarsku, poupychani jak sardynki we wszystkich możiwych zadaszonych miejscach. Wszyscy jednak wyszli na zewnątrz, kiedy komandor Żeglarskiego Klubu Portu Uraz, Henryk Klimczak dał znak do uroczystego wciągnięcia bandery na maszt, a pani sołtys Urazu, Teresa Janik-Kowalska przywitała zebranych i oficjalnie otwarła sezon wodniacki. Rozejrzałem się wtedy wokół i nie miałem już wątpliwości, frekwencja dopisała.
Do rywalizacji pucharowych w wyścigach smoczych łodzi stanęło aż 8 ekip. Na pomoście szybko zrobiło się tłoczno. Każdy chciał pogłaskać, dotknąć i sfotografować smocze głowy przytwierdzone do dziobów łodzi. Jakby na złość, przy pierwszym wyjściu z portu, jedna ze smoczych paszczy doznała kontuzji i organizatorzy podjęli decyzję o ukręceniu łbów bestiom. Zabawnie wyglądały te łodzie bez orientalnych paszczy, ale za to ze smoczymi ogonami.
Zamieszanie trwało krótko i już po chwili pierwsze ekipy ruszyły na start. Szybko wskoczyłem na podstawioną fotoreporterską łódkę (tu ukłony dla Jarka za profesjonalne sterowanie maszyną) i po chwili byłem tuż przy zawodnikach. Mgła była piekielna, mżyło trochę jakby mniej, ale i tak widoczność była licha.
Zaparkowana w szuwarach łódka sędziowska, wyglądała jak wyrwana z planu filmowego. Komandor z megafonem, reżyser widowiska – Scena pierwsza, ujęcie pierwsze! Akcja! Hmmmmmm... To znaczy... – Na miejsca! Gotowi! Start!
I poszli! Łeb w łeb, rzekłbym, gdyby smocze głowy nie zostały w porcie… Piękne widowisko, dużo nerwów, emocji, deszczu i wiatru we włosach… dużo ducha walki, dużo radości na mecie… Bardzo pozytywną niespodzianką było pojawienie się na starcie ekipy Starostwa Powiatowego w Trzebnicy, gdyż nikt na poważnie nie brał zeszłorocznych deklaracji o starcie urzędników. Najważniejsze że płynęli z wielką determinacją i… nie byli ostatni. "Siódemka" to ponoć szczęśliwa liczba ;) Na mecie czekał już starosta Robert Adach i gratulował odwagi swoim chłopakom i dziewczynom.
Zasadnicza część zawodów rozegrana została bardzo sprawnie i już po chwili sędzia - komandor przedstawił 4 najlepsze ekipy, które miały rywalizować o miejsca pucharowe. Ostatecznie na pudle znalazły się: I miejsce - OSP Uraz, II miejsce - OSP Ścinawa i III miejsce - OSP Oborniki Śląskie. Honor Portu Uraz został więc uratowany, a wierzcie mi nie było łatwo. Puchary i dyplomy wręczał wice burmistrz Obornik Śląskich Adam Stocki.
Po pucharach i pamiątkowych zdjęciach przyszedł czas na świętowanie. Przy stoisku kiełbaskowym zrobiło się tłoczno. Mięsko i piwko wchodziło gładko. Kto potrzebował zjeść bardziej mącznie lub rybnie i napić się czegoś cieplejszego, to mógł skorzystać z gościnności miejscowej tawerny. W czasie kiedy jedni zajadali się i oblizywali palce, a inni grali w portowe szachy polowe, na placu pod sceną rozgrywała się kolejna wielka bitwa.
Swoją premierę miały I Otwarte Mistrzostwa Portu Uraz na Ergometrach Wioślarskich na dystansie 500 metrów. Maszyny, specjalnie na tę okazję, wypożyczyła pani Ewa Gancerz z Klubu Wioślarskiego "Pegaz" z Wrocławia. Co tu pisać, popatrzcie lepiej na zdjęcia. Ile potu, wysiłku i sportowej złości wycisnęły te urządzenia z uczestników. W sumie startowało 25 zawodników. I miejsce zajął Roman Nakonieczny z OSP Ścinawa z czasem 1:30.5, a II i III miejsce z czasem 1:34.0 - Dawid i Wiesław Bender. Patrząc na zainteresowanie tym punktem programu, śmiało mogę powiedzieć, że był to strzał w „10”. Prawdziwy „hicior” imprezy. Pod koniec zabawy wyczekiwane słoneczko zaczęło przedzierać się przez chmury i smagać wioślarzy po grzbietach, niestety znikło równie szybko, co się pojawiło.
Była godzina 16.00. Trochę przycichło. Kiełbaski zniknęły. Część przybyłych czmychnęła do domów, część postanowiła skorzystać z dobrodziejstw portu i zaszyła się w tawernie na przysłowiową rybkę. Jeszcze inni korzystali z możliwości popływania po porcie. Ja wybrałem tawernę, wypiłem dwie szybkie kawy i powróciłem pod scenę, skąd dobiegały dźwięki pierwszego strojenia Kefir Bandu - gwiazdy wieczoru. Próba była szybka i intensywna.
Wybiła 17.00. Do koncertu jeszcze półtorej godziny. I tak naprawdę nie do końca wiedziałem co ze sobą zrobić. Może coś pozwiedzać? Zabytki są tu zacne, ale zamek zamknięty, kościółek również. Poza tym miejsca te już dobrze znam. Wróciłem zatem na jeszcze jedną kawę, a następnie przyglądałem się pracy w porcie. Zajmujące, ale... Wydaje mi się, że właśnie czas pomiędzy zawodami, a koncertem, warto jakoś zagospodarować w przyszłości. Może zwiedzanie zamku z przewodnikiem? Może jakieś zabawy dla całych rodzin i dla wszystkich tych, którzy nie do końca potrafią się skupić na wodniackiej rywalizacji. Może jakiś Puchar Szczura Lądowego? J
Muszę nadmienić jeszcze, że ze względu na niesprzyjające warunki pogodowe nie odbyła się jedna z atrakcji dnia, a mianowicie Przesiadkowe Regaty Klasy Omega. Najprawdopodobniej rozegrane zostaną one na początku maja.
Planowo o 18.30 usłyszałem kilka próbnych akordów i z głośników popłynęła muzyka. Kefir Band to młody zespół z Obornik Śląskich. Miałem już okazję kilka razy ich słuchać. Bardzo dobrze radzą sobie na scenie i brzmią też nieźle. Trochę zastanawiało mnie, jak to wszystko będzie wyglądało. Sporo ludzi się wykruszyło, a i dojazd do portu, nie jest najlepszy dla niezmotoryzowanych.
Zespół zaczął trochę jakby bez wiary w rozgrzanie fanów, jednak stosunkowo szybko zaczął dobrze się bawić i atmosfera ta udzieliła się wszystkim pod sceną. Impreza rozkręcała się coraz bardziej. Na koniec koncertu, kiedy zaczęli grać kolejne bisy, a zgromadzeni pod sceną prosili o kolejne i kolejne kawałki, lider zespołu z rozbrajającą szczerością stwierdził, że wykończyli już cały swój repertuar. Wtedy z tłumu padło - To grajcie jeszcze raz to samo! Zagrali, a ludzie zaczęli tańczyć i śpiewać. Udany to był wieczór, oj udanCałą imprezę oceniam bardzo pozytywnie, szczególnie, że z roku na rok jest coraz lepiej. Także dla szefa portu Michała Jezierskiego był to udany debiut w roli organizatora. Szczerze wierzę, że kolejne otwarcie sezonu będzie jeszcze bardziej profesjonalnie przygotowane.
Nie każmy sobie jednak czekać do przyszłego roku. Sezon jest otwarty! Wszystkich zapraszam więc do korzystania z atrakcji portu. Można tu wypożyczyć łódki i kajaki, można korzystać z tramwaju wodnego (od czerwca) oraz można uczyć się pływać pod żaglami. Zainteresowanych odsyłam na stronę portu, gdzie znajduje się cennik usług, kalendarz imprez oraz więcej informacji o samym porcie.
Tekst: Marcin Mazurkiewicz















2012
