Po wakacyjnych szaleństwach ubiegłego roku, jakoś w okolicach początku września, kilku młodych chłopaków, których połączyły różne fascynacje muzyczne, a także przyjaźń, pasja i instrumenty, postanowiło założyć zespół. Minęło nieco ponad pół roku i wreszcie, 12 marca br., po katorżniczej ilości prób i wysiłku, który w to włożyli, doszło w końcu do debiutu na scenie. Debiutu Big Social Problem.
Sobotni, ciepły wieczór. W klubie El Rio Tinto zjawiłem się blisko pół godziny przed czasem i od razu przywitałem się z chłopakami z BSP. Pytałem o stres, o setlistę i ogólne samopoczucie przed występem – czuli się świetnie, a adrenalina w nich buzowała. Po około godzinie wreszcie stanęli na scenie, wreszcie nastrojeni, gotowi dać czadu.

Zaczęli od mocnego intro, które bardzo fajnie przeszło w hiphopowy rytm w ostrym, rockowym wydaniu, i któremu towarzyszył dobry rap Czarnego. Osobiście nie przepadam za całym tym nu-metalowym, czy ściślej mówiąc rapcore’owym nurtem, ale nawet mi zdarzają się wyjątki. Chłopaki przeplatali swoje numery z coverami, co myślę, było dobrym zabiegiem dla ich autorskiego materiału. Chyba najlepszym „hołdem” tego wieczoru był kawałek „Die, die my darling” punkowej legendy The Misfits. Równie dobrze wypadł przepełniony energią „Song 2” zespołu Blur. Do tego pokazali naprawdę przyzwoite riffowanie z ich własnego warsztatu. Wśród utworów Big Social Problem znalazł się jeden, który może kompozycyjnie jakimś geniuszem nie grzeszył, ale świetnie spisał się jako coś w stylu „koncertowego szlagieru” (choć ciężko mówić o takim już przy debiucie). „Mamy tę moc!”, bo o nim mowa, był bardzo energetyczny i nawiązywał ten potrzebny kontakt między zespołem a publiką, która też, myślę, nie zawiodła.

A teraz, żeby nie było tak różowo, to muszę się do czegoś przyczepić. Wiadomo, chłopaki nie mają prawie żadnego bagażu doświadczeń, grają muzykę na luzie, rockową, ale to niczego nie tłumaczy i kwestie techniczne są do poprawki. I mam tu na myśli nagłośnienie, ale także zgranie. Na to drugie jeszcze można przymknąć, a przynajmniej przymrużyć jedno oko, ze względu na dopiero pół roku wspólnej gry, ale wokali, których często prawie nie było słychać i gitar, które w wielu momentach wzajemnie się zagłuszały (na czym cierpiała głównie gitara solowa) wybaczyć nie można, bo to jest koncert i potencjalny odbiorca powinien mieć możliwość wyłapywania każdego „smaczku” tej żywej muzyki.
Mimo wszystko, był to debiut z powerem, taki na cztery z małym plusikiem. I co ważne, widać było, że chłopaki czerpali z tego występu niesamowitą frajdę. Czy oni mają tę moc? Myślę, że tak i jest to zdecydowanie ich najsilniejszy argument.
tekst: Konrad Marecki
Dodaj komentarz
1. Są sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego
2. Naruszają prawa osób trzecich
3. Są wulgarne lub obsceniczne
4. Propagują przemoc, nienawiść rasową, nienawiść religijną lub są w inny sposób naganne
5. Są związane z polityką
6. Są reklamą







2012

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.