Występ Marcina Dańca 25 marca w Prusicach był jednym z tych wydarzeń, które niosą ze sobą bardzo duży ładunek często sprzecznych emocji. Impreza w założeniu była debiutem kulturalnym roku 2011, który miał być „przedsmaczkiem” tego co gmina chce zaoferować swoim mieszkańcom w ciągu całego roku. Tak więc z jednej strony wszyscy mieli wielkie oczekiwania w stosunku do wydarzenia, a z drugiej organizator czuł na sobie wzrok setek oczu, które bacznie obserwowały wszystkie jego poczynania.

Od kiedy zamieszkałem w Kocich Górach to gmina Prusice jawiła mi się, jako miejsce z potencjałem, jednak wyjątkowo niewykorzystanym. Oczywiście nie można powiedzieć, że nic się tu nie działo, bo tak nie było. Jednak wydarzeniom artystycznym nie towarzyszyła odpowiednia promocja, brakowało tego medialnego polotu, tego wyjścia do odbiorcy.
Pewien standard w powiecie wyznaczały: Trzebnica, Żmigród czy Oborniki Śląskie. Mnie osobiście najbardziej dokuczał chroniczny brak informacji o tym co i kiedy się wydarzy. Pamiętam jak dziś, gdy na stronie gminy pojawił się plakat zachęcający do udziału w imprezie, dzień przed imprezą. Jeśli ktoś nie kupował lokalnej prasy i nie mieszkał w gminie Prusice, aby mógł natknąć się na plakat w ratuszu, szanse na informację miał tak wielką, jak to, że kiedyś na żywo zobaczy Marcina Dańca. Sytuacja ta przełożyła się w praktyce na to, że nigdy nie dotarłem na żadną prusicką imprezę i kompletnie nie miałem pojęcia czego spodziewać się tego wieczoru.
Muszę jednak zaznaczyć, że jakiś rok temu coś drgnęło i nagle tych wszystkich informacji zaczęło pojawiać się więcej. To dzięki temu udało mi się wygospodarować trochę czasu, aby przyjechać na przegląd muzyki chóralnej – VOX DOMINI 2010. Przyznam, ze byłem bardzo podbudowany tym, co zobaczyłem na miejscu. Impreza na poziomie, profesjonalnie przygotowana, wysoki poziom artystyczny. Może faktycznie widownia nie była pełna, ale i rodzaj wykonywanej sztuki był raczej mało masowy. Wyobraźcie więc sobie, jakie było moje zdziwienie, kiedy na prawie miesiąc przed wczorajszym widowiskiem otrzymałem mailem plakat i zaproszenie na kabaret Marcina Dańca…
Występy satyryka obserwowałem swego czasu dosyć regularnie, ale w pewnym momencie, kiedy nastąpił duży wysyp kabaretów młodego pokolenia, popłynąłem z prądem i trochę o artyście zapomniałem. Marcin Daniec zawsze był dla mnie twórcą, który gwarantował odpowiedni poziom inteligentnego dowcipu, przewidywalnego, ale na dobrym, solidnym poziomie. Kiedy więc trafił do mnie plakat, to od razu rzuciłem się w otchłań internetu, aby przejrzeć archiwum jego występów. Później pozostało tylko czekać na to, co mistrz dowcipu zgotuje widowni.
Na miejsce przyjechałem wraz z Marcinem Raczyńskim, który odpowiedzialny był za wywiad z artystą. Z trudem znaleźliśmy miejsce na parkingu przy zespole szkół. Obiekt jest imponujący, największa szkoła w powiecie, nowoczesna i z potężną halą sportową. To właśnie w tej hali miał odbyć się występ,. Wybór jak najbardziej zasadny. Bilety sprzedały się znakomicie, a w gminie nie ma lepszego miejsca na pół tysiąca ludzi. Na salę wszedłem z zapasem 15 minut i moim oczom ukazał się widok, jakiego już dawno nie widziałem. Cała sala zapełniona… Ludzie! Do występu 15 minut, a sala pełna… niesamowite! Wyglądało to imponująco, pół tysiąca podekscytowanych ludzi spragnionych dobrej zabawy i oczekujących w zniecierpliwieniu na początek kabaretowego „szoł”. Na widowni dojrzałem znajome twarze, pokiwaliśmy sobie wzajemnie, wymieniliśmy uśmiechy, czasem uściski dłoni. Okazało się, że byli tu nawet ludzie z Wrocławia.

Światła przygasły, pojawił się dym, chwilę potem jakiś niepozorny gitarzysta z bujną czupryną brzdęknął w struny i wykrzyknął jak na ringu przed walką – Maaarcin Daaaniec! W tym samym momencie, w pełnej opozycji do „włochatego” muzyka, na scenę wskoczył całkiem „łysy” Marcin Daniec. Zaczął głośno, mocno i z jajem… a dalej było tylko lepiej. Artysta nie żałował siebie i był bardzo dobrze przygotowany na okoliczność występu na „prowincji”, z dala od Krakowa. Znał Prusice, znał Trzebnicę i znał okolicę… żadnej wpadki językowej. Na scenie miał „zaplecze” wokalno muzyczne w postaci 3 osób. Była muzyka i śpiew, ale wszystko we właściwie dobranych proporcjach. Marcin Daniec łatwo zjednał sobie widownię i utrzymywał z nią doskonały kontakt. Zażartował raz z burmistrza, raz z radnego, innym razem z kawalera, panny lub żonkisia… Poza słynnym GPSem małżeńskim, nie słyszałem wcześniej pozostałych skeczy. Sala co chwilę wybuchała salwami śmiechu. Niektórzy nie przestawali śmiać się w ogóle, a inni mało czołami nie uderzali siedzących przed sobą. To się nazywa zabawa.
Byłem naprawdę zauroczony tym co zobaczyłem. Szczere reakcje tłumu, zero incydentów, mimo, że Daniec nawoływał do dewastacji hali. Facet ma swoje lata, ale tej energii, którą emanował tego wieczoru, na pewno nie powstydziłby się niejeden rockowy wokalista. Najbardziej niesamowita była końcówka występu, kiedy prusicka publiczność zgotowała artyście owacje na stojąco i to dwukrotnie. Satyryk sam później przyznał w czasie wywiadu, że czegoś takiego jeszcze nie doświadczył. I tu kolejna miła niespodzianka. Kiedy tak po koncercie rozmawiał z nami, okazał się wyjątkowo otwartym i szczerym człowiekiem, pełnym dystansu do siebie, takiego zwyczajnie ludzkiego. Nigdzie się nie spieszył, nie poganiał nas. Mocno przeżywał to ciepłe przyjęcie. Ale o tym przekonacie się już wkrótce, na naszym kociogórskim portalu, czytając wywiad Marcina.
Przyszedł więc chyba czas na jakieś podsumowanie… Burmistrz Igor Bandrowicz i pani dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Prusicach Renata Cybulska powiedzieli nam, że to dopiero początek i że zobaczymy jeszcze dużo, dużo więcej w tym roku. Trzymamy więc kciuki, bo poziom widowiska był wysoki i utrzymać go nie będzie łatwo. 25 marca Prusice bez wątpienia były kulturalną stolicą Kocich Gór. Organizatorzy w osobach burmistrza, GOKiS i Zespołu Szkół udowodnili, że potrafią zorganizować świetną imprezę. Publiczność natomiast udowodniła, że potrafi się fantastycznie bawić. Na koniec kwiaty, bisy i oklaski. Prusice… szacunek!
(kliknij na zdjęcie aby powiększyć)
Pozwolę sobie jeszcze na koniec powrócić do jednej myśli. Gmina Prusice ma niesamowity potencjał. Są tu świetni miejscowi artyści, których miałem okazję zobaczyć i posłuchać na różnych przeglądach i imprezach. Zasługują oni na równie spektakularną szansę zaprezentowania się przed tą spragnioną kultury publicznością. Odkąd pamiętam, to zawsze wszyscy dopytywali się o to, jakie to gwiazdy zagrają na najbliższej imprezie. Jest to trochę smutne. Mam nadzieję, że prusiccy mecenasi kultury pójdą drogą promocji własnego potencjału lokalnego, przy okazji występów wielkich gwiazd, bo jest tutaj kogo promować i jest się czym pochwalić. Oczywiście przyszłość wszystko zweryfikuje, a my się temu przyjrzymy.
tekst: Marcin Mazurkiewicz
Dodaj komentarz
1. Są sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego
2. Naruszają prawa osób trzecich
3. Są wulgarne lub obsceniczne
4. Propagują przemoc, nienawiść rasową, nienawiść religijną lub są w inny sposób naganne
5. Są związane z polityką
6. Są reklamą









2012

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.