
Piątek, 6 maja. Wybiła 16.00. Wyszedłem z pracy... a wiosna była piękna tego roku... Weekend, delikatny wiosenny powiew wiatru, niezbyt nachalne majowe słonko... Wymarzona pogoda na popołudniowy występ kabaretu Ani MRU-MRU w Obornikach Śląskich.
Dzięki pewnej uprzejmej osobie już o 16.20 byłem przed Obornickim Ośrodkiem Kultury. Chwilę potem znalazłem się na sali, zająłem krzesełko w siódmym rzędzie i zacząłem odliczać minuty do występu. Sala zapełniła się bardzo szybko i dokładnie o 16.45 zgaszono światła. Następnie pani dyrektor OOK Halina Muszak przywitała ze sceny przybyłych gości i zaprosiła do dobrej zabawy.
Gwiazdą piątkowego podwieczorku był dobrze znany publiczności kabaret Ani MRU-MRU. Mimo że komicy nie tak dawno obchodzili swoje 10 urodziny, odgrzewanych kotletów nie było. Artyści przyjechali do nas z zupełnie nowym programem "Czerń czy biel".
Najpierw krótkie wprowadzenie, a potem na scenę wkroczył, lekkim tanecznym pląsem, ubrany na biało, Marcin Wójcik. Po chwili na scenie zjawił się przyodziany w czerń, Michał Wójcik. Rozpoczęła się słowna potyczka na argumenty świadczące o wyższości bieli nad czernią i czerni nad bielą. Przysłowiowa walka dobra ze złem, zakończyła się... źle. Marcin przeszedł na ciemną stronę mocy. Chwilę potem na scenę wkroczył, z sobie tylko znaną gracją, Waldemar Wilkołek. No i zaczęła się komedia... czarna komedia...
Nowy program był zabawny, czasem zaskakujący i układał się w dobrze zgraną całość. Widzowie bawili się przednio (satyrycy również), a udane próby interakcji z publicznością dodawały smaczku. Tutaj jednak zamilknę, aby nie psuć niespodzianki tym, którzy nie byli na występie, a zamierzają :)
Były bisy, były autografy, był "śmiech na sali", kwiaty dla artystów i od artystów. Techniczne i organizacyjnie impreza przygotowana została wzorowo. Nie sądzę, aby ktokolwiek z obecnych był niezadowolony. Tak więc, weekend śmiechu w Kocich Górach został otwarty w sposób profesjonalnie niepoważny i pozostaje mieć nadzieję, że dobry humor będzie wszystkim dopisywał jeszcze długo po występie.
Na koniec postanowiłem zostać przez chwilę w OOK i obejrzeć nowe wystawy: malarską i fotograficzną. Niestety jako widz niezmotoryzowany musiałem szybko kontemplować tę interesującą sztukę, aby zdążyć na ostatni bus do Trzebnicy.
Dobrze, że Ani MRU-MRU występowali w piątek i to tak wcześnie, wręcz niekabaretowo. Dzięki temu udało mi się dotrzeć do domu na kolację. Ale jedna kawa więcej i pozostałby mi autostop, taxi lub kolej do Trzebnicy przez Wrocław. Nie ukrywam, że to komunikacja właśnie jest głównym powodem tego, że rzadko kiedy bywam na obornickich imprezach. Trzebnica - Oborniki... Oborniki - Trzebnica. Jak brat i siostra w okresie dorastania... tak sobie bliscy, a równocześnie tak dalecy...
Dodaj komentarz
1. Są sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego
2. Naruszają prawa osób trzecich
3. Są wulgarne lub obsceniczne
4. Propagują przemoc, nienawiść rasową, nienawiść religijną lub są w inny sposób naganne
5. Są związane z polityką
6. Są reklamą











2012

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.