
Właśnie nastał czas radości. "Chrystus zmartwychwstał, prawdziwie zmartwychwstał. Radujmy się..." słyszę słowa sąsiadów rzucone za oknem. Słońce daje po oczach. Śpiewają ptaki. A przecież jeszcze tak niedawno było tyle smutku i łez... Chciałbym powrócić jeszcze na chwilę do tego okresu, powrócić myślami do Wielkiego Tygodnia. Do czasu pokuty, smutku, umartwiania się i refleksji.
W zeszłym tygodniu wybrałem się z przyjaciółmi do Walencji, na krótki urlop. Zwyczajnie, tak żeby powłóczyć się trochę po zabytkowym centrum, zjeść paellę, zagryźć ślimakiem lub ośmiornicą, popić "tanim lambrusco" i rozkoszować oczy konstrukcjami Santiago Calatravy. Raczej nic nie wskazywało na to, że podzielę się z Wami na łamach Kocich Gór jakąś relacją. Przecież daleko mojej wycieczce do wypraw Macieja Paruzela. Ale proszę, o to i niespodzianka.
Pierwszy raz o tym mieście (poza tym, że jest i że jest piękne) przeczytałem przy okazji udanej transplantacji ręki w naszym trzebnickim szpitalu. W jednym z artykułów pojawiła się wzmianka, że to trzecia udana, po Walencji i Monachium, taka operacja w Europie. Pomyślałem wtedy, fajnie byłoby zobaczyć ten szpital. Byłem, widziałem, niczym mnie nie zachwycił, więc nawet zdjęcia nie mam, ale oczywiście nie o tym chcę pisać.
Na miejscu, w czasie wieczornej biesiady z przyjaciółmi, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że przecież właśnie rozpoczął się Wielki Tydzień. Hiszpanie to wyjątkowy naród o silnych katolickich korzeniach, który bardzo mocno pielęgnuje wszystkie swoje tradycje. Oczywistym więc było, że musi się tu coś dziać ciekawego w tak wyjątkowym czasie. Przecież Wielkanoc to najważniejsze hiszpańskie święto. Mimo, że we wtorek musieliśmy wracać do kraju, to udało nam się na własne oczy zobaczyć jedną z najbardziej fascynujących miejscowych tradycji czyli Semana Santa Marinera (Nadmorskie Uroczystości Wielkiego Tygodnia).
Uroczystości Semana Santa Marinera odbywały się tradycyjnie w nadmorskiej części miasta i trwały w tym roku w dniach 14-24 kwietnia. W procesjach wzięło udział ponad 30 bractw, stowarzyszeń i organizacji religijnych. Tradycja bractw sięga XIII wieku, ale organizacje te najbardziej rozwinęły się w XV i XVI wieku, kiedy to instytucje kościelne postanowiły przybliżyć i unaocznić wiernym pasję Chrystusa. Coś jak Biblia Pauperum, ale w jeszcze atrakcyjniejszej szacie.
Z racji położenia miasta nad morzem, Tydzień Wielkanocny ma tutaj szczególne znaczenie w dzielnicach portowych. Jest to czas barwnych procesji, podczas których można podziwiać niezwykłe zwyczaje i różnorodne kostiumy, a wszystko w nieco mistycznym i tajemniczym klimacie. Procesje z reguły ruszają spod parafii i w rytm uderzeń bębnów przechodzą klimatycznymi, wąskimi uliczkami pietrowych dzielnic: Bloques Portuarios, San Cristobal, Cabanal i Elcay. Uczestnicy maszerują powoli. przebrani w stroje pokutników (capirotes). Ubrani są trochę przerażająco w długie szaty i spiczaste nakrycia głowy, które zupełnie zasłaniają ich twarze, pozostawiając tylko otwory na oczy. Tradycja noszenia tak charakterystycznych szat pokutniczych (sanbenito) sięga średniowiecza. W ten właśnie sposób naznaczane były osoby skazane przez inkwizycję. Ponadto uczestnicy procesji niosą ze sobą różnego rodzaju relikwie i ołtarze przedstawiające świętych czy sceny męczeństwa Jezusa.
W inscenizacji udział biorą żołnierze rzymscy oraz rycerze w zbrojach. Czasami pojawia się jadący na koniu Longinus (według tradycji żołnierz przebijający bok wiszącego na krzyżu Chrystusa) oraz rzymski generał. Za nimi podążają postaci ze Starego i Nowego Testamentu, dzieci, dorośli, starcy. Pochody zamykają przedstawiciele duchowieństwa oraz policja miejska w strojach galowych. Większość występujących bractw religijnych ma własne zespoły muzyczne odpowiedzialne za oprawę muzyczną.
Mieszkaliśmy bardzo blisko centrum, jednak daleko od portu. Dotarcie na miejsce nie było więc proste. Nie licząc dojścia do stacji metra i przegapienia przesiadki, nie wiedzieliśmy nawet, gdzie się to wszystko zaczyna i gdzie najlepiej wysiąść. Na miejscu byliśmy trochę po rozpoczęciu uroczystości. No może trochę więcej niż trochę... Na ulicach pustka, prawie nie ma ludzi. Noc, cisza, czasem zawieje wiatr, ktoś zaciągnie rolety. Nagle w oddali zamigotały policyjne koguty. Angielski to nie jest najsilniejsza strona miejscowych. Pomogło rysowanie palcami w powietrzu szpiczastych czap pokutniczych. Panowie uprzejmie wskazali drogę. W tym samym momencie ciszę przerwały miarowe uderzenia w bębny. Zaczęliśmy iść w tym kierunku. Uderzenia nasilały się z każdym kolejnym krokiem, z każdą przekraczaną przecznicą brzmiały bardziej złowrogo, bardziej przerażająco... bardziej mistycznie.
Wreszcie wypadliśmy zza zakrętu, prawie lądując pod nogami zakapturzonych capirotes... bębnienie ustało... konsternacja. Kompletna cisza. I nagle, gdzieś z tyłu dobiegł nas przenikliwy i rozpaczliwy głos trąbki. Dźwięk przeszył mnie na wskroś... poczułem dokładnie to samo, kiedy po raz pierwszy usłyszałem motyw harmonijki u Ennio Morricone. Niesamowite... Kolumna ruszyła dalej. Nie do końca wiadomo jak się zachować. Ale zobaczyliśmy miejscowych fotoreporterów, więc i my zaczęliśmy robić to co lubimy najbardziej. Podążając za procesją, przebyliśmy z kilka kilometrów. Po drodze dołączyły się do nas inne grupy. Każda w swoich barwach. Gdy dotarliśmy do celu, trąbkarze pokazali prawdziwy mistrzowski popis. Wokół sami rycerze rzymscy, Maryja, Józef... jakieś księżniczki, pasterki, żałobnicy i morze szpiczastych różnokolorowych kapturów. Dalej ludzie, gapie, turyści i mieszkańcy. Część radośnie konsumowała chipsy pokazując sobie coś palcami, dzieci biegały bawiąc się w niezrozumiałe dla mnie gry, niektórzy szlochali...
Kiedy zaczęliśmy przeciskać się przez ludzi, aby dotrzeć do centrum wydarzeń, zaczepili nas mundurowi i... zaprosili do środka. Mogliśmy zrobić zdjęcia pięknej, bogato zdobionej figury Chrystusa. To co najbardziej rzuciło mi się w oczy, w zachowaniu służb porządkowych, ochrony i policjantów, było to, że nie grali tu pierwszych skrzypiec. Mili, uprzejmi. Raczej zachęcali do robienia zdjęć i usuwali się, kiedy wydawało im się, że psują ujęcia. Żadnych krzywych spojrzeń, żadnych rozkazów, żadnych głupich pytań typu "a po co panu te zdjęcia?". Również sami uczestnicy marszu chętnie pozowali do zdjęć i uśmiechem odwzajemniali uśmiech. Szczerze żałuję, że nie mogłem zostać tam dłużej, bo największe uroczystości dopiero miały nadejść w Wielki Piątek i w Niedzielę Wielkiej Nocy. Kiedy tak zacząłem wybierać zdjęcia do tego tekstu, pomyślałem sobie, że takie miasto jak Trzebnica, pełne historii i wielkich postaci powinno mieć takie swoje święto... ale nic na siłę.
Marcin Mazurkiewicz
Dodaj komentarz
1. Są sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego
2. Naruszają prawa osób trzecich
3. Są wulgarne lub obsceniczne
4. Propagują przemoc, nienawiść rasową, nienawiść religijną lub są w inny sposób naganne
5. Są związane z polityką
6. Są reklamą













2012

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.