
Self-publishing, czyli jak wzięłam sprawy w swoje ręce...
Od dziecka byłam molem książkowym. Najpierw takim maleńkim molikiem, który rósł wraz z ilością pieczołowicie i smakowicie pochłanianych książek. Dzień bez książki był dla mnie dniem straconym. A miejsce, w którym pojawiałam się i nie dostrzegałam tam żadnej publikacji - było dla mnie smuuutnym miejscem... Kiedy wyrosłam na duuużego mola (a właściwie Panią Molikową), wydałam na świat potomstwo. Nie miało ono, bynajmniej, nic wspólnego ze schludną i cichą literaturą. Zaczęło być nam ciasno i stało się jasne, że także czasowo ciężko wszystko to pogodzić. Książki wprawdzie były łatwiejsze w "ułożeniu", nie trzeba było zmieniać im pieluch, karmić na żądanie i nie wrzeszczały wniebogłosy, domagając się mojej aprobaty, ale... bliźniaki kochałam ponad wszystko! Wyparły - na czas jakiś - czytanie z mego życiorysu...
Kiedy dubeltowe potomstwo zostało "odchowane z najgorszego" i mogłam - w zdecydowanie za rzadkich chwilach (ale zawsze to coś) - zaczerpnąć haust odprężającego powietrza, powróciłam do czytelniczego nałogu. Cóż, "stara miłość nie rdzewieje" (jak zwykli mawiać doświadczeni)... Z lubością zanurzać poczęłam się w stronicach nasyconych psychologicznymi dywagacjami. Stąpać zaczęłam po niepewnym gruncie rozlicznych poradników (a po kiego? sama nie wiem; acz to taka moja słabostka). No i wdałam się w namiętne flirty z tymi nooo... braćmi Grimm, Andersenem, Brzechwą, Tuwimem (tak, tak, bo nazwisko, dorobek i prestiż); nie pogardziłam młodszym pokoleniem, a nawet - uwaaaga - baczną mą uwagę przykuły kobiety: Konopnicka, Porazińska, Wawiłow i inne.
Zaraziłam dziatwę swą miłością. Zaczęliśmy bawić się słowami, żonglując nimi nieśmiało. Tworzyliśmy z nich labirynty, zawijasy, radośnie skakaliśmy pośród rymów. Czasem dziarsko dryfowaliśmy na zdań fali, innym razem cichutko przystawaliśmy w cieniu metafor. Namiętnie otulaliśmy zmysły synestezji stanem. Luuuuubimy to ;)
Czasem jednak przychodzą chwile, kiedy zejść trza na padół. I do nas zapukały. Okazało się, że mały maaaaało czasu na zebranie duuuuużej kwoty, bo NFZ coś tam w gratisie daje, a innego coś zasponsorować ani myśli. A że tonący brzytwy się chwyta, ostrym cięciem postanowiłam opróżnić szuflady z zalegającej makulatury, ostro zalatującej grafomaństwem. Postawiłam wszystko na ostrzu noża. A nuż/nóż-widelec się uda...
Się wydało... Supermenka-grafomEnka. Ale nie płaczę nad rozlanym mlekiem, jedynie do roboty ostro się biorę. Ściągam kożuch (znaczy: ekshibicjonistycznie obnażam swe słabości), spijam pianę (konsekwencje wyborów na klatę biorę) i działam (tu wytrawne kakao, tam kusząca kawa zbożowa, gdzie indziej zaś mleko w najczystszej postaci).
Taka techniczna kaleka jak ja (pokolenie wczesnokomputerowe, co to w szkole jedynie liznęło cosik tam) nie ma łatwo. W internetowym oceanie głębiny niezbadane, drapieżców masa i tylko gdzieniegdzie spokojny atol... Ale płynąć próbuję, miarowo, spokojnie, z prądem lub bez...
Dla niewtajemniczonych. Czym jest self-publishing? Samodzielnym wydawaniem e-książek. Self-publisher jest niejako autorem, redaktorem, grafikiem i marketingowcem w jednym (acz na pomoc Serwisu, naturalnie, liczyć można). Nie trzeba do tego nakładów finansowych, a jedynie komputer z dostępem do internetu, szczypta talentu (okraszona sporą dozą pracy) i cała masa samozaparcia. Przydatne bywają także: otwartość, kreatywność i ekspansywność. Ja akurat nie posiadam pełnego zestawu, ale nawet gdy nigdy nie stanę u podnóża góry zwanej (górnolotnie) Sukcesem, to i tak w pełni zadowoli mnie zdobyte doświadczenie. Amen.
Do serwisu, który dla mnie otworzył podwoje i pozwala mi szlifować self-publishigowe szlaki droga wiedzie tymże linkiem.
Zapraszam. Może Ktoś zechce wrzucić 99 groszy do wirtualnej skarbony, a może Innemu Komuś artykuł ten doda otuchy i naprowadzi na pasję, która drzemała w Nim, aż po dziś dzień...?
Kontakt:
Anna Jełłaczyc
Trzebnica
517952211
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Dodaj komentarz
1. Są sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego
2. Naruszają prawa osób trzecich
3. Są wulgarne lub obsceniczne
4. Propagują przemoc, nienawiść rasową, nienawiść religijną lub są w inny sposób naganne
5. Są związane z polityką
6. Są reklamą








2012

Komentarze
Artur Boratczuk
http://wydaje.pl/users/profile/829
wydałem tez w Amazonie:
http://www.amazon.com/s/ref=ntt_athr_dp_sr_1?_encoding=UTF8&search-alias=digital-text&field-author=Artur%20Boratczuk
O tym jak wydać e-booka na Amazonie sposobem przeze mnie obmyślonym można przeczytać tutaj:
http://swiatczytnikow.pl/jak-opublikowac-polskiego-e-booka-w-kindle-store-jest-sposob/
i w linkach tam podanych. Polecam.
Artur Boratczuk
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.