The Globetrotters – formacja założona 11 lat temu przez Bernarda Maseli, znakomitego wibrafonistę i kompozytora. Do współpracy zaproszony został Jerzy Główczewski (saksofon, flet), Kuba Badach (wokal) oraz Nippy Noya – indonezyjski muzyk grający na instrumentach perkusyjnych. Muzyka tej grupy to mieszanka jazzu, funku, etno, fusion oraz r&b. Zespół z jedną zmianą w składzie (zamiast Nippy’ego Noya wystąpił Dawid Harlender) zagrał 11. marca podczas tegorocznego Jazzu w Trzebnicy zorganizowanego przez Trzebnicki Ośrodek Kultury. Poniżej publikujemy zapis luźnej rozmowy przeprowadzonej po koncercie.

Bernard Maseli
„Mamy wyrobionego odbiorcę”
Patrycja Król: Dla niektórych z Was to już kolejna wizyta w naszym mieście. Podoba Wam się tutaj?
Bernard Maseli: Tak, to jest moja trzecia wizyta. Pierwszą wizytę będę pamiętał do końca życia z jednej prostej przyczyny: uratowałem wtedy (2008 rok, koncert podczas Festiwalu Zwiastunów Filmowych – przyp. aut.) cały sprzęt na scenie, warty przynajmniej kilkaset tysięcy złotych.
Jak to się stało?
Bernard Maseli: Trzymałem płachtę odpierając napór wichury i oberwania chmury. To jest autentyk. Wszyscy sobie poszli, zostałem sam na scenie kiedy gruchnęło i tony wody zaczęły lać się na ten cały sprzęt. Obłożyliśmy to z obsługą wcześniej wielkimi płachtami, oni poszli zostawiając mnie z tym sam na sam. To jest straszne, jak wiatr zaczyna wiać, a ty trzymasz olbrzymią płachtę i… zaczynasz odlatywać. Uratowałem ten sprzęt i wieczorem zagraliśmy koncert tutaj (Trzebnicki Ośrodek Kultury – przyp. aut.). Trzeba było wszystko przenieść, ale publiczność była bardzo przychylna i było super. Wszystko skończyło się bardzo dobrze. Wszystkie trzy razy były świetne.
Wspominaliście coś o drodze i problemach na trasie…
Kuba Badach: Jako Globetrottersi podróżujemy dużo i to już się robi nieznośne, dlatego…
Bernard Maseli: …dlatego od prawie roku już mniej podróżujemy (śmiech).
Kuba Badach: Tak, to jest po prostu koszmar. Zaraz musimy ją pokonać z powrotem, przynajmniej ja muszę dojechać do Warszawy.
Mam nadzieję, że będzie bezpieczna. Jeśli się nie mylę, to jest Wasz pierwszy koncert w tym roku, prawda?
Bernard Maseli: Tak, pierwszy, i z pewnością jeden z nielicznych. Wszyscy muzycy są bardzo obłożeni swoimi zajęciami.
Jerzy Główczewski: To fakt.
Bernard Maseli: Niespecjalnie jest jak to złapać. To, że dziś tutaj gramy to wynik spontanicznego działania pana, który nas zaprosił (Mateusz Stanisz – przyp. aut.). Wszystko wyszło bardzo szybko, ale skończyło się dobrze. Gdyby nie te drogi to w ogóle byłoby cudnie.
Z tego, co wiem, nie jesteście za bardzo obecni w mediach, Waszej muzyki jest tam mało. Swego czasu Trójka w jakiś sposób Was wspierała…
Bernard Maseli: Byliśmy na liście przebojów.
Jerzy Główczewski: Szesnaście tygodni.
Dokładnie, ale media Wam za bardzo nie pomagają…
Kuba Badach: W ogóle nie jesteśmy wspierani przez media i chwała im za to. Te zespoły, które są wspierane przez media mainstreamowe, są kojarzone przez bardziej wytrawnego odbiorcę z muzyką łatwą, lekką, przyjemną i obrzydliwą zazwyczaj. Potem okazuje się, że tacy artyści grają bardzo mało koncertów albo grają koncerty z gatunku podłych. My, przez to, że nas nie ma w mediach, mamy wyrobionego odbiorcę, który zna naszą jakość, naszą markę i przychodzi na te koncerty od 11 lat. Zagraliśmy prawie 400 koncertów, mimo że nie robiliśmy tego zbyt często - bo po prostu nie mieliśmy na to czasu. W tym kraju można bardzo dobrze funkcjonować nie będąc w mediach, nawet rzekłbym, że można lepiej funkcjonować nie będąc w mediach. Dziękuję bardzo, dziękuję, to była bardzo szybka wypowiedź… (kłaniając się)
I bardzo konkretna.
Jerzy Główczewski: Media szybko kreują, jeszcze szybciej – załatwiają.
Święte słowa.
Kuba Badach: No, niestety, media puszczają taką muzykę, a nie inną, ale na szczęście mamy Internet. Tam każdy znajduje to, co chce, o czym świadczy nasz kalendarz.
A kiedy nowa płyta? Pan Bernard chciał, żeby one wychodziły regularnie, prawda?
Bernard Maseli: Chciałem i jeszcze mam szansę się z tego wywiązać…
Kuba Badach: …i dostać zawału.
Bernard Maseli: Nie sądzę, żebyśmy w tym roku coś zdążyli nagrać, ale mamy gotowy materiał, który jeszcze się nie ukazał. Mam na myśli płytę dvd z koncertem. Jeżeli ona wyjdzie w tym roku, to spełnię swoją obietnicę i będę w porządku.
Kuba Badach: To, że te płyty wychodzą, to jest zasługa wyłącznie Bernarda. On wykonuje całą robotę. My tylko wchodzimy do studia i nagrywamy swoje partie, a on wszystko organizuje, załatwia… To nie jest zadanie, którego się podejmują normalni ludzie. (śmiech) Szczególnie w pojedynkę. W związku z tym wymaganie od niego następnego projektu, biorąc pod uwagę to, że w tym roku ma 25-lecie pracy artystycznej…
Bernard Maseli: No tak, dwadzieścia pięć lat…
Jerzy Główczewski: A nie więcej? Ja tak Ci obliczałem na 30.
Kuba Badach: Musiałby zaczynać w moim wieku…
Bernard Maseli: Jak pani widzi, czekają nas poważne rozmowy personalne…
Powiedzcie, proszę, taką jedną rzecz. Zastanawia mnie czego słuchacie na co dzień? Czy wybieracie się w tym roku na koncerty grup, których słuchacie? Jakie są Wasze muzyczne marzenia?Kuba Badach: Marzymy o tym, żeby wreszcie Prince przed nami zagrał.
Jerzy Główczewski: Będzie niedługo na otwarciu stadionu narodowego.
Kuba Badach: Będzie na otwarciu stadionu? To też gram, więc będzie grał przede mną.
Bernard Maseli: Ja myślę, że każdy ma jakieś swoje pragnienia. Mnie najbardziej cieszy, że jeszcze nie stępiałem w sensie odbioru tych wszystkich dźwięków. Rzeczy ciągle mnie zaskakują i stawiają na baczność. Czasami łapią mnie w momentach, w których najmniej się tego spodziewam. Będąc jakiś czas temu u Kuby w domu zobaczyłem kawałek koncertu Davida Fostera z mnóstwem różnych wykonawców. Obejrzałem to i podobało mi się, ale nie skupiłem się wówczas na tym. Niedawno, zupełnie przypadkiem, obejrzałem ten koncert drugi raz. Wykonanie Michaela Buble i Blake’a Sheltona…
Kuba Badach: (podśpiewując) Ten country’owy numer?
Bernard Maseli: To „Home” to jest jakaś masakra. Muszę wam powiedzieć, że usiadłem jak małe dziecko i oniemiałem. Jeszcze wcześniej sam Michael śpiewa jakiś numer swingowy z big-bandem, i też cały czas utrzymuje napięcie. Nieważne co on tam robi, chodzi mi o to, że zdałem sobie sprawę z tego, że jeszcze od czasu do czasu coś mną wstrząśnie. Nota bene, koncert Stinga z orkiestrą jest masakryczny. Tego się po prostu nie spodziewałem. To jest już taka jakość, gdzie smyczki nie grają partii klawiszy, tylko są stworzone osobne kompozycje na orkiestrę z wokalistą.
Był Pan na koncercie w Poznaniu?
Bernard Maseli: Nie byłem, mam dvd i od kilku dni nie mogę uwierzyć w miliony smaczków, które są w aranżacji. To jest kosmos.
A Pan Jerzy? Czego Pan słucha?
Bernard Maseli: Jerzy słucha silnika (śmiech).
Kuba Badach: Bez turbo.
Jerzy Główczewski: Czego ja słucham? Ostatnio podczas Jazzu nad Odrą nasłuchałem się tyle, że w zasadzie mam mętlik. Tak jak moi serdeczni koledzy, mam jakieś swoje typy, priorytety. Staram się słuchać wszystkiego…
Bernard Maseli: Kłamie!
Jerzy Główczewski: On mówi na tej podstawie, że ja nie mam radia w samochodzie od dwóch lat, ale to ze względu na wiadomości, które nas otaczają. Nie lubię radia w samochodzie ponieważ, niestety, najgłośniejsze jest Radio Maryja i RMF.
Bernard Maseli: Prawda jest taka, że z Panem Jerzym, z racji wykonywanego zawodu (pedagog na Akademii Muzycznej im. Karola Szymoanowskiego w Katowicach – przyp. aut.), jesteśmy otoczeni muzyką. Czy chcemy, czy nie chcemy, studenci przynoszą nam różne rzeczy, a my mamy swoje historie. Był taki moment, kiedy zacząłem się poważnie bać. Pamiętam co muzyka mi przynosiła kiedy byłem dzieckiem. Każda nowa płyta wywoływała takie wrażenie, że odlatywałem w kosmos. W pewnym momencie dotarło do mnie, że jeżeli sam to robisz, to zaczynasz wiedzieć jak to się robi i jest strasznie trudno znaleźć coś wyjątkowego. Ale udaje się.
Jerzy Główczewski: Zaskoczę cię. Ostatnio zacząłem odkrywać na nowo muzykę, której słuchałem kiedyś. My wykonujemy taką, a nie inną muzykę, więc nie zawsze mamy czas na tych muzyków, na których się wychowaliśmy, a przynajmniej powinniśmy byli. Zacząłem się interesować kilkoma panami, którzy przyczynili się między innymi do tego, że powstały tzw. współczesne techniki, nie tylko kompozytorskie, ale też improwizatorskie. Ostatnio, jak posłuchałem kwartet napisany przez Oliviera Messiaen’a, to zwątpiłem. Napisał go zresztą w więzieniu, to był obóz jeniecki w Görlitz. Jak wiadomo, Niemcy trzymali samych artystów. Messiaen napisał właśnie tam swój kwartet na fortepian, klarnet, wiolonczelę i skrzypce. Nieprawdopodobne… Takie współbrzmienia, że to jest kosmos.
Bernard Maseli: Jerzy jest naszą ostoją jazzową. To przez niego ciągle nie robimy kariery, bo mówią, że my gramy jazz.
Jerzy Główczewski: Ciesz się, że tak mówią.
Nie chcę Wam zabierać więcej czasu bo wiem, że jesteście zmęczeni. Na scenie zaś było widać emocje i to one grały.
Bernard Maseli: No tak, skoro jadę przez pół dnia, tłukę się jak głupek żeby wyjść na 1,5 h, to przecież też chcę mieć coś z tego. Ludzie nie wiedzą, że i tak największy fun z tego wszystkiego to my mamy.
Jerzy Główczewski: Fakt. (śmiech)
Bernard Maseli: Wiem, że czasami grubo przesadzamy. Mamy radochę, bo się spotykamy. Czasami łapię się na tym, że myślę sobie: „wow, oni tam z przodu mogą sobie dziwnie pomyśleć, co się tu w ogóle dzieje na tej scenie”.
Jerzy Główczewski: Muszę ci powiedzieć, że teraz mieliśmy wyjątkowo długą przerwę i ja czułem ten koncert zupełnie inaczej.
Właśnie, jak się gra po prawie rocznej przerwie?
Jerzy Główczewski: Fantastycznie. Ja się świetnie czułem, jeśli chodzi o materiał i świeżość postrzegania pewnych kwestii.
Bernard Maseli: Niestety, nie będziemy mieli w tym roku zbyt wielu okazji by się spotkać. Jeśli zagramy 5 razy w Polsce, to będzie to maksimum. Dziś śmialiśmy się z Jerzym, bo najprawdopodobniej po raz pierwszy za granicą zagramy więcej koncertów niż w Polsce. Jesteśmy po prostu bardzo obłożeni swoimi sprawami. Ja mam swój jubileusz, Kuba – Poluzjantów akustycznych, wszyscy jeżdżą i nie ma kiedy się spotkać. Sądzę jednak, że nam bardzo dobrze zrobi taka przerwa, bo zatęsknimy do siebie. Jestem pewien, że ta publiczność, która jest z nami, również z nami będzie. To jest o tyle fajne, że ludzie, którzy cię znajdą i to pokochają, są już z tobą na zawsze, bez względu na to co się będzie działo. To jest niesamowite, że przyjeżdżasz, a oni niczego nie oczekują, chcą tylko żebyśmy grali.
Jerzy Główczewski: Zespół The Beatles, który był ponadczasowy, miał swoją publiczność na całym świecie. Ja czuję, że my mamy tutaj taki mniejszy świat. Jeżeli przez tyle lat ta publiczność (a znaczną część naszych fanów znamy) jest z nami, i do tej pory nie straciliśmy ich zaufania, to ich będziemy mieli zawsze. Naprawdę.

Bernard Maseli: Ale to działa w dwie strony. Jak mam nie kochać tych ludzi, którzy przychodzą na czwórkę kretynów (śmiech).
To się nazywa dystans do siebie…
Jerzy Główczewski: Bo tak jest, naprawdę. Lepiej się z tym żyje.
Bernard Maseli: To jest niesamowite. Oni mówią czasami takie rzeczy, że po tym ciężko jest być z tą świadomością. Ludzie przynoszą takie historie o złamanym życiu, że ja nie wiedziałem jak się po tym pozbierać.
Czyli Wasza muzyka ratuje życie?
Bernard Maseli: To wszystko buduje jakąś odpowiedzialność i - co jest najfajniejsze - wiemy, że to ma sens. Po prostu, najzwyczajniej w świecie, to ma sens.
Jerzy Główczewski: Powiem tak: ta muzyka wzbudza zaufanie.
Bardzo serdecznie Panom dziękuję za poświęcony czas. Mam nadzieję – do zobaczenia!
Wywiad z zespołem dla KocieGory.eu przeprowadziła Patrycja Król








2012

1. Są sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego
2. Naruszają prawa osób trzecich
3. Są wulgarne lub obsceniczne
4. Propagują przemoc, nienawiść rasową, nienawiść religijną lub są w inny sposób naganne
5. Są związane z polityką
6. Są reklamą